Tekst piosenki: Dawid Podsiadło Muzyka: Bogdan Kondracki, Dawid Podsiadło. Kontrybucje: 10 W dobrą stronę 11 Nie ma fal Zobacz tekst; Kup podkład; 1579 nagrań W dobrą stronę – Dawid Podsiadło. micki21. Zobacz tekst; Więcej od @micki21; 3 nagrania. Pastempomat Kompozytor: Dawid Podsiadło, Bogdan Kondracki. Autor tekstu: Dawid Podsiadło. Opracowanie: StrefaMuzyka.pl. Kod produktu: 445. * Nuty do tego utworu (W dobrą stronę – Dawid Podsiadło) są przeznaczone zarówno dla osób grających na keyboardzie (ze styli), jak również dla Muzyków tworzących samodzielny akompaniament lewej ręki na Wczoraj na Torwarze Dawid Podsiadło zagrał dwa koncerty na 50 proc. dostępnych miejsc. Było profesjonalnie, przyjemnie, bezpiecznie – tak, to jest możliwe. 250 osób w plenerze to niezrozumiałe ograniczenie w stosunku do tego, czego byliśmy świadkami wczoraj. Panie ministrze, zapraszamy do lektury. Oprowadzimy pana po koncercie dla tysięcy w hali, który można traktować jako Co Mówimy? Live Performances. Co mówimy? - Live by Dawid Podsiadło. Co Mówimy? Lyrics: Ona mówi / Wbijasz mi w żebra kościsty bark / Tłumaczyłam ci przecież / Dzbanek, syf, sardynki Reproduce gratis el video de W Dobrą Stronę de Dawid Podsiadło, y mira las ilustraciones, la letra y artistas similares. . Dawid Podsiadło kończy 25 lat W 2012 roku muzyk zwyciężył w 2. edycji talent show "X Factor" i od tamtej pory wydał dwie płyty, "Comfort and Happiness" i "Annoyance and Disappointment", sprzedane w łącznym nakładzie ćwierć miliona egzemplarzy Po półtorarocznym rozbracie ze sceną Dawid wraca do koncertowania – pierwszy raz wystąpi podczas tegorocznego Open’er Festivalu, a zaraz później ruszy w trasę Męskie Granie 2018 "Powiem Wam, że zmęczyło mnie bardzo to całe odpoczywanie. I tak jak już podjąłem decyzję o powracaniu, no to wracam w dużych ilościach" – pisze Dawid Podsiadło na swoim oficjalnym facebookowym profilu, krótko przed swoimi 25. urodzinami, które przypadają 23 maja. "Wracando jak to zawsze mówię, wracando". Deklaracja o powrocie, czyli owym wracando, półtora roku po tym, jak artysta oświadczył fanom, że robi sobie przerwę – zapewne przyprawiając o ból głowy menagmenet i wytwórnię Sony Mysic - nie jest oczywiście wynikiem zbliżającego się jubileuszu, a bardziej znużenia długimi wakacjami, na które z pewnością zasłużył. Chociaż czy to aby na pewno były do końca wakacje? - Będę chodził na zajęcia z gitary, uczył się języków – włoskiego lub hiszpańskiego, z nativem podszkolę angielski – zapowiadał Dawid w 2016 roku w rozmowie ze "Zwierciadłem". - Ale też chcę popracować nad nową muzyką, może zupełnie nowym projektem. Daję temu czas, niech się wykluje. Dawid Podsiadło Już za chwileczkę, już za momencik O tym, co się wykluło i w jakiej Dawid jest formie, najpierw przekonają się uczestnicy tegorocznego Open’er Festival, a zaraz potem fani Męskiego Grania. "W lecie będzie dosłownie kilka koncertów, bo siły na jesień zbieram, oszczędzam" – pisze w swojej facebookowej wiadomości. Tegoroczna 9. już trasa koncertowa Męskie Granie wystartuje 14 lipca i w tym roku zawładnie nią trio Kortez, Zalewski i Podsiadło, które stanie na czele Męskie Granie Orkiestra. Artyści nagrali wspólny singiel "Początek", do którego powstał teledysk kręcony na tak zwanego żywca. Muzyk chyba rzeczywiście nie zasypiał gruszek w popiele, bo jak zapewnia, ma już sporo piosenek. Być może trafią one na następczynię potrójnie platynowego krążka "Annoyance and Disappointment" z końcówki 2015 roku. Jak dodaje, "raz na jakiś czas" będzie je na swoim profilu "wrzucał". Pierwszy singiel ma się pojawić jeszcze przed wakacjami, czyli już naprawdę niedługo . "Oooooj będziecie do niego przeżywać sceny życia, ooooooj tak" – zapowiada tajemniczo Dawid. Za przystawkę można uznać jego gościnny występ na płycie rapowego duetu Taconafide, czyli Taco Hemingwaya i Quebonafide, w remiksie piosenki "Tamagotchi". Ale to raczej taka ciekawostka. Podobnie jak udział Dawida w kampanii reklamowej jednego z banków, chociaż w tym przypadku nie ma to nic wspólnego ze sztuką – mimo że sam wypada w spocie całkiem przekonująco. Jest sobą albo gra siebie. W jego przypadku jedno nie wyklucza drugiego. By wszystko się zgadzało Dawid Podsiadło od samego początku robi wszystko na własnych zasadach – albo prawie wszystko. Jak zapewnia, obie płyty, "Comfort and Happiness" (2013) i "Annoyance and Disappointment" (2015), są realizacją przede wszystkim jego wizji artystycznej, mimo że powstały we współpracy z producentem Bogdanem Kondrackim (w przypadku drugiej producentem był także Daniel Walczak, kierownik muzycznego zespołu Dawida). Zapytany przez Onet po wydaniu drugiego krążka, czy czuje się artystą jednocześnie i popularnym, i alternatywnym, Dawid zapewnił, że nigdy o tym nie myślał. - Moja muzyka rzeczywiście jest mieszanką. Jest w niej melodia, którą łatwo zapamiętać i którą chce się powtórzyć, jest też dużo emocji. Ale też dbamy z zespołem i producentami, by brzmienie było bardzo dobre, organiczne i by wszystko się zgadzało. Nie ma tu ma przypadkowych rzeczy, a do nagrań bardzo staranie się przygotowujemy, zarówno sprzętowo, jak i technologicznie. Lepiej niż w marzeniach Szerokiej publiczności Dawid dał się poznać w 2011 roku, kiedy wziął udział w 1. edycji talent show "X Factor". Wtedy może jeszcze nie tak szerokiej, bo z powodu stresu odpadł na etapie bootcampu, zapominając tekstu piosenki Andrzeja Zauchy "Wymyśliłem ciebie". Udało mu się jednak rok później. Jego interpretacje takich piosenek jak "Can't Take My Eyes Of You" Muse czy "Your Song" Eltona Johna zachwycały dojrzałością i sprawiły, że ostatecznie wygrał cały program, stając się wcześniej ulubieńcem widzów. W finale wykonał "With or Without You" U2, a także zaśpiewał "Better Than a Dream" Katie Meluy, w duecie z nią samą. Jak wcześniej zapewniał, zwycięstwo to nie jego główny cel. - Niezależnie od tego, i tak będę muzykował, czy z zespołem czy sam. Tym zespołem był – i formalnie nadal jest - rockowy Curly Heads, który Dawid założył w Dąbrowie Górniczej z kolegami z liceum. Cztery lata temu ukazał się debiutancki album formacji "Ruby Dress Skinny Dog", który uzyskał status Złotej Płyty. Skromny nie tylko podkład Czym Dawid do siebie przekonał? Na pewno głosem i talentem, to nie ulega wątpliwości. Także kompozytorskim, bo to zawsze dobrze, kiedy młody artysta jest w stanie pisać dla siebie, a nie śpiewać odrzuty z jakiegoś publishingu lub czegoś skomponowanego przez innych. Oczywiście pod warunkiem, że te piosenki coś w sobie mają, a w jego przypadku jak najbardziej. Zapytany, jakie są jego muzyczne wzorce, Dawid podkreśla, że trudno mu kategoryzować. - Uwielbiam Katie Meluę, The Strokes, Arctic Monkeys, Johna Legenda, Muse, Foo Fighters, Queen, Pearl Jam, brytyjskiego pop rocka. A z polskich wykonawców Myslovitz, Brodkę, Anię Dąbrowską. Kumpel powiedział mi kiedyś, że muzyka, której słucham, opiera się na linii wokalnej. Podkład może być skromny. Podatny na wzruszenie W przypadku Dawida wyróżniające były jeszcze inne cechy – naturalność, skromność, powściągliwość, chłopięcy wdzięk. Brzmią jak jakieś klisze, ale on naprawdę taki był. I chyba nadal jest. Szybko dał się poznać jako osoba introwertyczna, nieco zamknięta w sobie, z duszą wrażliwca. - Jestem podatny na wzruszenie i nie mam z tym żadnego problemu – zapewniał trzy lata temu, nawiązując do tej łatki wrażliwca, którą ciągle ktoś mu przypina. I wcale nie tak na wyrost. - Kiedyś trochę się tego wstydziłem. Zdarza mi się wzruszyć na filmach, a nawet na "Kuchennych rewolucjach" Magdy Gessler. Przyznawał, że początkowo rzeczywiście był bardzo nieśmiały, ale muzyka pozwoliła mu tę cechę przełamać. - Gdy byłem mały, jak miałem przed kimś wystąpić, drżał mi głos – wspominał w 2012 roku. - A już zupełnie paraliżowała mnie świadomość, że śpiewam dla kogoś, kto nie przywiązuje do tego wielkiej wagi. Teraz wychodzę na scenę i się nie boję. Dźwięki i tortury Dawid w dzieciństwie, które spędził w Dąbrowie Górniczej, chciał być między innymi policjantem. Ale nie tylko. - Zastanawiałem się nad aktorstwem, a zwłaszcza pantomimą, której uczyłem się przez rok. Byłem kiepski, więc to rzuciłem. Uprawiałem dużo sportów, na przykład piłkę nożną. Brałem udział w wielu turniejach badmintona, często zajmując trzecie, czwarte miejsca. Lubiłem i nadal lubię wspinać się po ściance i chodzić po górach, mam nawet odznaki. Przez dwa lata chodziłem na karate, doszedłem do dwóch belek na pomarańczowym pasie. Miał dwanaście lat, kiedy zaliczył pierwszy ważny dla niego występ publiczny, i to od razu za granicą, będąc z rodzicami w Tunezji na wakacjach. Było to podczas konkursu zorganizowanego przez animatorów przy basenie. – Śpiewałem "Długość dźwięku samotności" Myslovitz – wyznał "Playboyowi". Innym popisowym numerem nastolatka był "Zakazany owoc" Krzysztofa Antkowiaka. - Nie cierpię tego kawałka! Musiałem to śpiewać dosłownie wszędzie, bo mój przyjaciel i nauczyciel na zajęciach muzycznych w Młodzieżowym Ośrodku Pracy Twórczej uważał, że to świetny utwór dla kogoś w moim wieku. Festyny, akademie, święta, plenery – jak występowałem, to zawsze z owocem. Tortura. Talent zamiast historii Utwory, jakie wykonywał w "X Factorze", jak tortura na szczęście nie brzmiały, nawet jeśli nie zawsze miał wpływ na ich dobór. Po kilku latach nie ukrywał, że uważa, iż czas programów typu "talent show" powoli mija, co trochę się sprawdziło, gdyż dziś w telewizji jest jedynie "The Voice of Poland" i "Mam talent". - W końcu się ludziom znudzą, przynajmniej na jakiś czas. Trochę słabo, że bardzo często w tych programach największym talentem uczestnika jest jego historia, smutna bądź tragiczna, a nie talent właściwy. Prawie każdy ma problemy w życiu, niezależnie od tego, czy żyje w luksusie czy nie. Poza tym, mnóstwo ludzi fajnie śpiewa, ale niekoniecznie tworzy. A warto jest tworzyć. Przy okazji zapewnił, że nie drażni go, kiedy ktoś pisze czy mówi: "Dawid Podsiadło, zwycięzca »X Factora«". - Jestem bardzo szczęśliwy, że byłem w tym programie, i to samo powiem za pięć czy dziesięć lat. To tam zaczęła się moja przygoda, to dzięki niemu w moim życiu wydarzyło się tak wiele pozytywnych rzeczy i jestem tam, gdzie jestem. Teraz coś ekstra "Comfort and Happiness", pierwsza płyta Dawida, rozeszła się w nakładzie stu pięćdziesięciu tysięcy egzemplarzy. To jak na dzisiejsze polskie realia, gdzie "złoto" dostaje się za sprzedaż piętnastu tysięcy sztuk, nie lada osiągnięcie, zwłaszcza że prawie wszystkie piosenki zaśpiewane były w języku angielskim. Krążek zasłużył na swój sukces – przyniósł melodyjne, bardzo chwytliwe i starannie zaaranżowane utwory, jak "Trójkąty i kwadraty", "Nieznajomy" i "Powiedz mi, że nie chcesz", w których pewna skromność z wdziękiem łączyła się z nowoczesnością. Wzorcowy przykład muzyki absolutnie nienachalnej. Kilka lat po wydaniu albumu Dawid nie ukrywał, że sukces, jaki nim osiągnął, bardzo go zaskoczył, podobnie jak liczba koncertów, jakie zagrał, aprobata odbiorców i krytyków. Cztery Fryderyki mówiły przecież za siebie. Najbardziej zaskakujące było dla niego jednak coś innego. - Nagle stałem się dla ludzi, których zawsze ceniłem za muzykę, partnerem do normalnych rozmów. Rozmawiając z Arturem Rojkiem czy Kasią Nosowską, nie miałem wrażenia, że im przeszkadzam czy się narzucam. To świadczy też o wspaniałym charakterze tych artystów. To było ekstra. Poprzeczka coraz wyżej Album "Annoyance and Disappointment" nie powtórzył aż tak imponującego wyniku, ale dziewięćdziesiąt tysięcy sprzedanych egzemplarzy to również ogromny sukces, będący dzisiaj poza zasięgiem 95 procent polskich gwiazd. Dawid rozwinął się jako kompozytor, tekściarz i wokalista, a z jego muzyki biła nie tylko większa dojrzałość, ale i luz. "Przede wszystkim Dawid Podsiadło rozwinął się tu wokalnie, śpiewa pełnym głosem, pozwala sobie na mocniejszą ekspresję, ciągnie go do wręcz aktorskich interpretacji – pisał recenzent Onetu Paweł Gzyl. - Ciekawsze są kompozycje, bardziej rozbudowane, pełne erudycyjnych nawiązań, niby popowe, ale odwołujące się śmiało do klasyki rocka. No i wreszcie finezyjna produkcja. zachowująca »żywe« brzmienie, ale pomysłowo wykorzystująca studio jako kolejny instrument". "Podsiadło stawia wyżej poprzeczkę nie tylko sobie, ale także swoim fanom" – podsumowywał. W polską stronę Na drugim krążku Dawid zamieścił więcej utworów po polsku, mimo że wcześniej podkreślał, iż nie przepada za śpiewaniem w rodzimym języku. - Odkryłem swoją polską stronę – tłumaczył Onetowi. - Dobrze mi się w naszym języku pisze i całkiem przyjemnie śpiewa. Wiążą się z tym inne, za to bardzo ciekawe doświadczenia. Każde słowo jest komentowane i analizowane, wzbudza różne emocje wśród odbiorców. Ale cały czas idę dwutorowo i nie zaniedbuję śpiewania po angielsku. Najmocniej komentowany był tekst pierwszego singla, "W dobrą stronę", w którym Dawid wcielił się publicystę, dość przenikliwie patrzącego na nasze społeczeństwo, a zwłaszcza nietolerancję i ksenofobię. Podsiadło ponad podziałami Pretekstem dla tekstu stało się wielokrotne spalenie tęczy na placu Zbawiciela w Warszawie. - Stwierdziłem, że skoro już śpiewam po polsku, chciałbym móc od czasu do czasu zająć stanowisko w sprawach dla mnie ważnych lub takich, które mnie bulwersują. Miałem problem ze zrozumieniem, dlaczego jeden świat nie może zaakceptować drugiego. Nie rozumiem i nie potrafię zaakceptować tego, że mieszkający w jednym kraju ludzie tworzą tak głębokie i radykalne podziały. - Bardzo kocham swój kraj – zapewniał w "Playboyu". - Nie rozumiem, dlaczego dziś synonimem patrioty jest narodowiec. Pomieszanie pojęć. A to przecież bardzo proste rzeczy – dla mnie oczywiste. Patriotyzm kojarzy mi się z miłością, a taki zacietrzewiony narodowiec z nienawiścią. A ja zdecydowanie wolę kochać. Zachód bez spinki Nie wszystko oczywiście Dawidowi wychodzi. Z jego planów podbicia Zachodu na razie niewiele zostało, tak jak z pseudonimu David Ross, pod którym miał występować za granicą. Bo "Podsiadło" dla Niemca, Francuza czy Anglika byłoby koszmarnie trudne do wypowiedzenia. - Zagraniczny oddział wytwórni stwierdził, że aby łatwiej funkcjonować za granicą, potrzebuję pseudonimu - tłumaczył. - Bo były jakieś przebłyski, że coś się tam może ze mną dziać. Ale dość szybko to upadło. Potem jeszcze na chwilę powstał drugi pseudonim, David P., bardzo skomplikowany. I nawet jeden utwór Davida P. pograł sobie w radiach w Niemczech i w Czechach, trafił też na jakąś składankę. Nie spinam się z tym Zachodem i przyjemnie działam sobie tutaj ale trzymam rękę na pulsie - byłoby fajnie móc pograć na dużych festiwalach za granicą. Ciągle nad tym pracujemy, ale pozwalamy sprawom płynąć swoim rytmem. Trzeba trochę zatęsknić Dawid wraca i jest to dobra wiadomość dla fanów, ale także i dla niego. Muzyka wyraźnie go napędza, ma potrzebę rozwoju, nie chce stać w miejscu. Lubi być sobą, a na scenie sobą na pewno jest. Mimo półtorarocznego rozbratu z nią nikt o nim nie zapomniał, nie stał się też bohaterem bulwarówek, nie wywołał żadnych skandali ani nie popisał się żadną nieprzemyślaną czy głupią wypowiedzią. Pozostał chłopakiem z Dąbrowy Górniczej, który od kilku lat mieszka w Warszawie, ale często wraca w rodzinne strony. Należy przypuszczać, że bilety na najbliższe koncerty Dawida znowu rozchodzić się będą lepiej niż najświeższe nawet bułeczki - dorwanie wejściówki na ostatnią jak dotąd trasę "Andante Cantabile" graniczyło z cudem. Co tak naprawdę się stało, że artysta, niczym Adele, pod koniec 2016 roku najzwyczajniej w świecie zniknął, zamiast kuć żelazo póki gorące? - Rozregulowałem system odżywiania, spania, moja doba kończy się o trzeciej, czwartej w nocy, a zaczyna o 11, 12 – tłumaczył we wspomnianej rozmowie ze "Zwierciadłem". - Dochodzi do tego dużo stresu, no i przecież mocno się zmieniłem fizycznie, dojrzewałem w międzyczasie. Poza tym od kilku lat cały czas pracuję z tymi samymi ludźmi, razem gramy, jeździmy, jemy, chcę trochę za nimi zatęsknić. Udało się czy nie, zatęsknić za Dawidem to wcale nie taka trudna sprawa. Foto: Monika Stolarska / Onet Dawid Podsiadło 25 wrz 15 13:17 Ten tekst przeczytasz w 1 minutę Dawid Podsiadło opublikował nową piosenkę. Utwór nosi tytuł "W dobrą stronę". Foto: Materiały prasowe Dawid Podsiadło - W dobrą stronę W sieci pojawił się nowy utwór Dawida Podsiadło. Piosenki zatytułowanej "W dobrą stronę" można już posłuchać w serwisie Spotify (link znajduje się pod newsem). Po sukcesie debiutanckiego albumu "Comfort and Happiness" i wydanego z zespołem Curly Heads "Ruby Dress Skinny Dog" Dawid Podsiadło ogłosił datę premiery swojej drugiej solowej płyty. Krążek zatytułowany "Annoyance and Disappointment" trafi na półki sklepowe 6 listopada. "Druga płyta to na pewno krok dalej. Udało nam się nie rezygnując z chwytliwych melodii stworzyć coś co posiada głębię i duszę. Myślę, że wyjątkowo płynnie ten album trafia do odbiorcy. Że nie trzeba za bardzo analizować, myśleć. Pierwszy raz tworzyliśmy materiał solowy w grupie większej niż dwuosobowej. Zespół Heko zaczął komponować, aranżować i nagrywać utwory, które znajdują się na płycie. Pod okiem Daniela Walczaka i Bogdana Kondrackiego, którzy stanęli w roli producentów, powstawał materiał i wyłoniły się utwory, które znajdują się na płycie. Niebawem będzie można posłuchać wyniku tych naszych prac. Jestem bardzo podekscytowany i ciekawy, czy ludziom spodoba się ten kawałek muzyki" - mówi o płycie wokalista. "W dobrą stronę" to pierwszy singiel zapowiadający najnowszy album artysty. Data utworzenia: 25 września 2015 13:17 To również Cię zainteresuje Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Znajdziecie je tutaj. Występuje także w Nie mamy jeszcze żadnego albumu z tym utworem. Wyświetl wszystkie albumy dla tego wykonawcy Występuje także w Nie mamy jeszcze żadnego albumu z tym utworem. Wyświetl wszystkie albumy dla tego wykonawcy Nie chcesz oglądać reklam? Ulepsz teraz Zewnętrzne linki Apple Music Nie chcesz oglądać reklam? Ulepsz teraz Shoutbox Javascript jest wymagany do wyświetlania wiadomości na tej stronie. Przejdź prosto do strony wiadomości O tym wykonwacy Czy masz jakieś zdjęcia tego wykonawcy? Dodaj zdjęcie Podsiadło, Dawid 15 słuchaczy Powiązane tagi Dodaj tagi Czy znasz jakieś podstawowe informacje o tym wykonawcy? Rozpocznij wiki Wyświetl pełny profil wykonawcy Podobni wykonawcy Zalewski, Krzysztof 11 słuchaczy Wyświetl wszystkich podobnych wykonawców Koncertową wiosnę w Polsce najlepiej zacząć od mocnego uderzenia. Padło więc na sprawdzenie, w jakiej kondycji jest Dawid Podsiadło i jak na żywo brzmi album Annoyance and Disappointment prezentowany w ramach Son of Analog Tour. Gdy widzieliśmy się ostatnio Dawid szalał na scenie z kolegami z liceum. Od tamtego czasu dorobił się nowej solowej płyty, na której na szczęście znalazły się żywsze utwory niż na debiutanckiej. Głupotą byłoby więc nie sprawdzić, zwłaszcza gdy z tej energii na płycie tak bardzo się człowiek cieszył, jak to wszystko wypada na żywo. Dawid, jeden z największych miłośników Poznania, który w tym mieście nie mieszka, a bardzo je sobie chwali, całkiem sprawnie wyprzedał Halę nr. 2 MTP. Na koncercie był więc komplet, z przewagą płci pięknej. Nie wiem, czy jest to zaskoczeniem. Raczej nie. Slow-motion Rozpoczęło się spokojnie, powolnie i aż chciałoby się powiedzieć, że jak na solowego Dawida przystało. W jednej sekundzie na scenie pojawili się wszyscy muzycy i wykonali intro zatytułowane Sunlight. Piosenka otwiera nowy album, więc taki początek nie był dużym zaskoczeniem, ale odnoszę wrażenie, że odwrócenie set listy do góry nogami byłoby ciekawsze. Mocne uderzenie na początek, a potem z górki… Główny set zakończyły cztery, na dobrą sprawę najmocniejsze utwory z płyty, czyli Pastempomat, Byrd, Where Did Your Love Go? i Son of Analog. Dawka energii na koniec ważna rzecz, ale Sunlight i Forest na starcie nie zwalały z nóg. Nowy singiel zabrzmiał mocno organicznie, za to poprzedni, a jednocześnie trzeci w set liście, W Dobrą Stronę okazał się pierwszym, i na razie jedynym, utworem w jego solowym dorobku, do którego wszyscy chcą tańczyć, śpiewać i ogólnie tworzy się taka przyjemna, rodzinna atmosfera, niczym podczas Ain’t It Fun Paramore. Drugim pretendentem do tego tytułu może być wdzięczne No, które jak zawsze wypadło rewelacyjnie. Po liftingu Trudno było wyjść z koncertu nie komentując przeróbek, jakich doczekały się single z pierwszego albumu. Odważnie uznano, że ograne, odsłuchane, a przez to może delikatnie nudne hity z płyty Comfort and Happiness należy odświeżyć. Do liftingu poszło więc No, Trójkąty i Kwadraty, a nawet Nieznajomy. Efekt był taki, że o ile No i Nieznajomy zmienili się w stopniu zadowalającym, jeden lekko zwolnił, a drugi nabrał delikatnej elektroniki, to Trójkąty i Kwadraty zamieniły się w piosenkę jeszcze słodzszą od Beli. Jeśli należy to traktować, jako zabieg celowy, zabawę konwencją i piosenką, która może już ich wszystkich w zespole znudziła – brawa za odwagę. Trójkąty i Kwadraty stały się więc kawałkiem idealnym na potańcówki w gimnazjach, ubranym w migoczące, kiczowate, różowe światełka. Dawid zadbał nawet o dodatkowe chórki, a na koniec połączył ją z wielkim światowym hitem Get Lucky, co jeszcze mocniej podkreśliło zabawny aspekt sytuacji. Jak się bawić, to na całego! Ludziom bardzo się podobało, więc zamierzony cel został osiągnięty! A na serio to naprawdę wszystko dobrze, z przymrużeniem oka. Jeśli chodzi o Belę, która rozbrzmiała chwilę wcześniej, to okazała się ona być jedną z ulubionych piosenek publiczności. Ja wciąż obstaję przy swoim – ma świetną muzykę, charakterystyczną i wyróżniającą się na albumie, ale polski tekst należałoby przetłumaczyć na angielski, bo brzmiałby wtedy lepiej. W dobrą stronę Nowa, druga duża solowa trasa koncertowa. Wszystkie zaplanowane koncerty wyprzedane na długo przed jej rozpoczęciem. Takie rzeczy podnoszą oczekiwania, ale też możliwości. Artystycznie, muzycznie i wokalnie Dawid, jak zawsze stanął na wysokości zadania. Rozśmieszał tłum, opowiadał głupoty, których już dziś nikt nie pamięta, ale każdy pamięta, że miło spędził czas. Wykonał dwadzieścia jeden piosenek, co zasługuje na duże brawa i postarał się, żeby na scenie coś tam się zadziało. Ustawiono więc ekrany, zainwestowano w lepsze oświetlenie, grę świateł i zgranie ich z muzyką. Takie, z pozoru pierdoły, zawsze podnoszą walory estetyczne i uatrakcyjniają koncert. Chwalę to, bo to spora zmiana w porównaniu do trasy promującej album Comfort and Happiness. Większa scena pozwoliła Dawidowi na marsze, raczej dookoła, za muzyków aniżeli do przodu, przed ludzi. Dała mu też szansę ustawienia dodatkowych sprzętów, trzech statywów do mikrofonu i średnio co 3 minuty przesiadania się ze środka sceny na boki. A tam albo siedział, albo wystukiwał rytm i bity, albo udowadniał, że poza umiejętnością grania na tamburynie potrafi też co nieco wystukać na klawiszach. Nowa płyta na żywo brzmi bardzo dobrze. Żywsze piosenki dodają koncertowi nowej, świeżej energii, chociaż te spokojniejsze, jak Forest, Eight, Focus brzmiałyby lepiej w małym, zadymionym klubie. Tylko że na taki koncert raczej nie ma zbyt dużych szans. Comfort and Happiness połączone z Annoyance and Disappointment to bardzo smaczna mieszanka, bardzo łatwo przyswajalna uczta dla tych, którzy już dawno stracili wiarę w polską muzykę. I polską młodzież.

w dobrą stronę dawid podsiadło tekst