Krztusiec, czyli koklusz, to choroba zakaźna dróg oddechowych. Objawy krztuśca to wyjątkowo dokuczliwy i męczący dla dziecka kaszel. Koklusz jest szczególnie groźny dla niemowląt w pierwszym półroczu życia. Zobacz, jak wygląda leczenie krztuśca u dzieci i jakie badania należy wykonać, aby postawić diagnozę. kropli rozpryśnie tym urok silniejszy. Ja sprawdziłam te przepisy na sobie,z zapałek żadna nie utonęła, z oliwy wpadła jedynie jedna maleńka kropelka reszta po palcach spłynęła, także uroku na sobie żadnego nie mam . Jeśli ktoś będzie chciał jak w prosty sposób uwolnić się od uroku, chętnie podam przepis. Zauroczyć dziecko można było w bardzo prosty sposób. Wystarczyło, że osoba posiadająca złe oczy, spojrzała na nie, mówiąc „jakie ładne dziecko”. Urok został rzucony, a rodziców czekały ciężkie dni, ponieważ zauroczone dziecko płakało i krzyczało bez wyraźnego powodu, a także nie chciało jeść i spać. Gronkowiec złocisty u dziecka może dawać objawy w postaci czyraków. Na początku pojawia się bolesna, twarda krostka, która może się powiększyć aż do rozmiarów niewielkiego guza. Okolica czyraka także jest zaczerwieniona i bolesna. Pojedynczy czyrak umiejscowiony np. na nodze czy pupie maluszka nie jest jeszcze bardzo groźny. Objawy HIV u dzieci można podzielić na: łagodne, umiarkowane oraz pełnoobjawowe (AIDS). Do pierwszej grupy symptomów zakażenia HIV zalicza się przede wszystkim: nawracające infekcje bakteryjne, przewlekłe biegunki, kandydoza jamy ustnej, infekcje górnych dróg oddechowych, zmiany atopowe na skórze i stany gorączkowe. Objawy porodu to między innymi skurcze macicy, ból pleców oraz biegunka. Niektóre z nich mogą pojawić się już nawet miesiąc przed porodem. Dowiedz się, kiedy trzeba jechać do szpitala. fot. Shutterstock. Pierwsze objawy porodu zazwyczaj pojawiają się już 3-4 tygodnie przed porodem. Jest to czas, w którym organizm przygotowuje . Witam, moja 1,5-roczna córka nie rozumie, co się do niej mówi i również nie mówi. Może opiszę co potrafi, a czego nie. Dodam tylko, że dziecko po skończeniu roczku zostało posłane do prywatnego żłobka, ponieważ musiałam wrócić do pracy. Niestety to też zapewne miało ogromny wpływa na opóźnienie jej rozwoju, ponieważ spędzałam w pracy po 9/10/12 godzin 5 razy w tygodniu, co oznacza, że dziecko również spędzało tam po 10, a nawet 14 godzin. Jeśli chodzi o rozwój motoryki, potrafi chwytać różne przedmioty, wkłada kolorowe kubki – kubek w kubek wielkością (od największego do najmniejszego i tak samo potrafi ułożyć z nich wieżę od największego do najmniejszego). Widzę, że gdy zamiast czwartego bierze trzeci, nawet nie próbuje go wkładać, bo od razu zauważa, że to nie będzie pasowało i natychmiast szuka czwartego. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie rozpoznaje liczb na kubeczkach – pewnie robi to pod względem wielkości. Ostatnio próbuje układać też klocki. Kiedy pierwszy raz pokazałam jej, jak karmić na niby misia plastikową łyżeczką, od razu załapała o co mi chodzi i powtarzała ten gest, przy czym nie zawsze trafiała misiowi do pyszczka –czasem w głowę, czasem w oko, ale rozumiała o co mi chodzi. Natomiast nie rozumie mnie, gdy pytam: "Gdzie jest miś?". Bawi się piłką, rzuca ją do mnie i do męża. Na hasło "Gdzie jest kuli kuli – piłeczka?", rozgląda się po pokoju i szuka jej. Córka do 17 miesiąca nie chodziła, a raczkowała. Chodziła jedynie trzymając się łóżka, ściany lub za rączkę. Kiedy ją puszczałam siadała na podłodze i strasznie się bała i płakała... jakby miała lęk. Psycholog stwierdziła, że to na tle psychologicznym, brak poczucia bezpieczeństwa, bo jest tyle w żłobku, nie ma stałego rytmu dnia, brakuje jej bliskości matki. 1,5 miesiąca temu zrezygnowałam z pracy i żłobka, żeby się nią zająć. Poczyniła ogromne postępy w ciągu jednego miesiąca – chodzi samodzielnie od 2 tygodni. Wchodzi sama na krzesełko do karmienia, łóżka itp. (to robiła też już wcześniej). Ściąga skarpetki i próbuje je założyć (nie umie odpowiednio złapać, żeby naciągnąć, wiec wykonuje skarpetką tylko taki jakby ruch zakładania, to samo z bucikami), wykonuje też ruch czapką jakby chciała ją założyć, ale nie umie odpowiednio jej chwycić. Kiedy czesze ją szczotką, bierze ją i też próbuje się czesać. Pomaga mi ścielić łóżko. Wyrzuca kuleczki z kartonu i wrzuca je z powrotem. Wkłada kułeczka wielokrotne na drążek. Boi się jednak rzeczy związanych z ruchem (może to z braku poczucie stabilności i równowagi, w końcu bała się chodzić sama w obawie przed upadkiem), nie chce się huśtać (choć u dziadków kilka razy się bujała i cieszyła tym), kręcić na karuzeli... Widzę, że bardzo się wtedy spina, jakby się bała i zaczyna płakać. Jeśli chodzi o mowę i rozumienie, to mówi "ga-ga, da-da, ta-ta, ku-ku, gu-gu, ba-ba, da-da" i kilka innych. Nigdy natomiast nie wypowiedziała jeszcze "na-na" czy "la-la", choć kiedyś próbowała układać usta do "la", patrząc jak ja to robię. Przed pójściem do żłobka mówiła też "ma-ma", początkowo nieświadomie, później, np. kiedy płakała patrzyła na mnie i mówiła "ma-ma" lub "me-me", więc wydawało mi się, że wie do kogo się zwraca. Podczas uczęszczania do żłobka nagle przestała mówić "mama" zupełnie. Na słowa: "Gdzie jest mama?", "Gdzie jest tata?", nie reaguje, tzn. nie pokazuje, choć ostatnio patrzy w stronę męża, jak mówię "tata". Jednak już sama nie jestem pewna, czy wie o co chodzi. Nie wskazuje niczego palcem. Próbuję ją uczyć. Biorę jej paluszek i pokazuje, mówiąc daną rzecz, jednak na razie nie ma reakcji. Czasem mówię, niosąc jedzenie: "Nadia będzie robić am... am am am". Już widzę, jak czeka na jedzenie, ale nie powie "am". Nie wskaże palcem, kiedy chce jej coś dać i pytam: "Czy to?". Kiedy widzę, że chce pić, czasem stawiam picie gdzieś wyżej i mówię: "Powiedz 'pić'. Chcesz pić? Powiedz daj", a ona tylko stoi i "wyje", bo chce to dostać. Jednak kiedy zje kasze, przynosi mi butelkę. Reaguje na słowo daj i daje daną rzecz. Z tym, że nie wie co daje, bo kiedy leży kilka rzeczy i powiem: "Daj łyżeczkę", nie da. Daje jedynie to co ma akurat w rączce, nie wiedząc pewnie nawet co trzyma. Ostatnio idziemy i razem wyrzucamy do śmietnika zużytą pieluszkę. Nie mogę jej nauczyć pokazywania – rozróżniania rzeczy, zabawek (kojarzy piłkę i pieska). Kiedy mówię: "Kaczka... kaczka robi 'kwa kwa'. Nadia, gdzie jest kaczka?", i pokazuję jej palcem "ka-ka", weźmie ją, ale widzę, że nie kojarzy, bo kiedy ją położy i pytam ponownie, gdzie jest kaczka, nie wie. Ostatnio udało mi się ją nauczyć jedynie, gdzie jest piesek. "Piesek 'hau hau', gdzie piesek?" – wtedy próbuje naśladować "hau", z tym, że u niej to "auuu", i chodzi, szukając go. Jak znajdzie, przychodzi z nim w rączce. Jednak na dworze zdarza jej się powiedzieć "auu" nie tylko na psa, który przechodzi obok, ale i na przelatującego czy chodzącego ptaka (być może muszę ją nauczyć wielokrotnie powtarzając: "Nie to nie 'hał', to ptaszek. Ptaszek robi ćwir". Ogólnie rzecz ujmując, widzę, że wielu rzeczy nie rozumie, a próby nauczenia jej kończą się fiaskiem, ponieważ nie chce się zbyt na tym skupić. Tylko, kiedy się tym zainteresuje (jak pieskiem, bo spodobało jej się "hał"), potrafi się nauczyć. Nie umie pokazać, gdzie jest noga, ręka, oko, nos. Czasem na misiu pokaże, jak zapytam gdzie jest oko ,ale nic poza tym. Przegapiłam moment sprzed pół roku, kiedy była zainteresowana sobą w lustrze – może wtedy był dobry moment. Kidy pokazuje, biorąc jej paluszek, moje oko i mówię: "Oko, mama ma tu oko", puszczam i pytam: "Gdzie mama ma oko?", a ona łapie mnie za rzęsy, jakby to bardziej skupiało jej uwagę. Potrafi zrobić "kosi-kosi", bawi się w "akuku". Do tej pory nie potrafi zrobić "pa-pa", jednak mówi. Kiedy mąż czy ktokolwiek wychodzi, podchodzi do drzwi i krzyczy "pa-pa, pa-pa". Czasem zdarza jej się tak porostu mówić "pa pa" podczas zabawy czy spaceru. Bardzo ładnie je. Nigdy nie miała problemów z jedzeniem. Mimo że ma tylko dwie dolne jedynki (bardzo późno zaczęły wychodzić jej ząbki, pierwszy w wieku 14 miesięcy, tak samo jak u mnie, kiedy byłam dzieckiem. Jednak od tamtej pory nie idą następne. Mamy teraz wizytę u dentysty, zobaczymy co powie), to je biszkopty, radzi sobie z jabłkiem czy paluszkami. Je praktycznie wszystko co jedzą dzieci w jej wieku. Jestem na etapie uczenia jej jedzenia łyżeczką i powili będę uczyła picia z kubka. W nocy budzi się czasem raz, a czasem nawet 5 razy z płaczem. Nie wiem, z czego on wynika. Dostaje pić, przekręca się i śpi dalej, jednak myślę, że nie zawsze chodzi tu o pragnienie. To ja chyba uspokaja. Wcześniej takim "uspokajaczem" był smoczek, ale teraz go odpycha, jak daje jej kiedy płacze w nocy. Nie chce też wtedy, żebym ją przytuliła i też się odpycha. Zasypia w swoim łóżeczku przy mojej obecności w pokoju. Jednak w środku nocy, kiedy płacze, zabieram ją do siebie do łóżka, bo to ją uspokaja. Myślę, że największym moim błędem było puszczanie jej od 5 miesiąca życia bajek – piosenek z internetu. Co prawda, nie mówi, ale potrafi dobrze powtórzyć po swojemu daną melodię, np. "Panie Janie" (przy czym jest do "nia nie nia nie, nia nie nia nie... dadadadadada dadadadada... pam pam pam") czy "Z popielnika na Wojtusia" lub inne melodie. Bardzo dużo rzeczy też jej nie uczyłam, bo wydawała mi się wciąż za mała, a później po powrocie do pracy nie było zbyt wielu okazji do nauki czegokolwiek ze względu na moje długie godziny pracy. Kontakty społeczne ma bardzo dobre. Lubi się przytulać, czasem daje buzi, jak się jej powie: "Daj buziaczka", lubi się bawić w różnego rodzaju ganianie, przekomarzanie. Kiedy przychodzi do nas ktoś nowy potrzebuje chwilę, żeby się oswoić i później jest wszystko normalnie. Nawet przytuli się do tej osoby. Lubi inne dzieci, na dworze się za nimi ogląda, idzie w stronę dzieci. 1,5 miesiąca temu byłam z nią u Pani psycholog, ale mówiła, że przez jakieś dwa, trzy miesiące trzeba dziecko uczyć i z nim przebywać. Jeśli nie będzie znacznej poprawy w chodzeniu i nauce, mam wrócić na diagnozę i czekać w kolejce na terapię. Uważam, że nawet, jeśli to nie zaburzenia ze spektrum autyzmu, powinnam działać jak najszybciej, żeby zadbać o jej prawidłowy rozwój. Bardzo Panią proszę o odpowiedź, jak Pani ocenia rozwój mojej córeczki. Chciałam skorzystać z wymienianych przez Panią metod, tylko nie wiem od czego zacząć. Myślałam o "Słucham i uczę się mówić" na słuchawkach (nie wiem czy nie będzie ich wyciągała). Najpierw "Samogłoski i wykrzyknienia", następnie "Wyrażenia dźwiękonaśladowcze" i także "Kocham czytać", również układanki lewopółkulowe oraz szeregi i sekwencje. Nie wiem tylko do końca, jak pracować z dzieckiem na programie "Słucham i uczę się mówić". Czy w zestawie jest jakaś instrukcja? Tak samo w szeregach i sekwencjach. Bardzo proszę Panią o odpowiedź również taką samą jak na stronie na mojego e-maila, bo obawiam się, czy odnajdę odpowiedź w gąszczu porad. Pozdrawiam, Kamila Szanowna Pani, rozwój mowy Pani córeczki jest rzeczywiście opóźniony, ale z opisu jej zachowań nie skłaniałabym się w stronę diagnozy autyzmu. Córeczka stara się naśladować i chce się uczyć, co dobrze rokuje, jeśli chodzi o nabywanie mowy. Proszę kontynuować naukę gestu wskazywania palcem, bardzo dobrym pomysłem jest wprowadzenie programu słuchowego "Słucham i uczę się mówić". Do programu dołączona jest instrukcja, więc nie powinna mieć Pani problemów z wprowadzeniem go. Na początku terapii, dzieci "buntują się" przeciwko słuchaniu w słuchawkach, ale to niezwykle istotne, by program nie był odtwarzany z tzw. wolnego pola. Dlatego słuchawki "pchełki" nie sprawdzają się; nie izolują dźwięków z otoczenia i nie są dla dzieci wygodne. Myślę, że warto, by skorzystała Pani z pomocy terapeuty Metody Krakowskiej (lista certyfikowanych znajduje się na stronie chociaż znam rodziców samodzielnie pracujących w domu, to jednak pierwsze etapy terapii warto prowadzić pod okiem specjalisty. Z poważaniem, Magdalena Gaweł Sąsiad, konkurent, a nawet wkurzony dzieciak. Wszyscy mogą rzucić urok. Więcej artykułów Magia Magiczne zioła: użyj ich w leczeniu, kuchni i rytuałach! Magia ziół wspomagać Cię będzie przez cały rok. Wysiej rośliny już teraz - w doniczkach lub ogródku. Na wyciągnięcie ręki będziesz mieć magiczne zioła, które leczą, pomagają w rytuałach i... znakomicie uzupełniają smak potraw. Poznaj sekrety magii ziół i zobacz, do czego możesz ich użyć. Czytaj dalej >> Magia Dobra rada i afirmacja na zaćmienie Księżyca w Skorpionie. Zrób wszystko na opak! Zaćmienie Księżyca w Skorpionie daje niezwykłą moc. Gdy Księżyc się chowa, masz szansę schować się przed tym, co Cię męczy i co przeszkadza w życiu. 16 maja zrób wszystko na opak i wzmocnij się afirmacją. Oto co musisz zrobić. Czytaj dalej >> Magia Mapa marzeń 2022 - zrób ją 1 kwietnia, w nów Księżyca w Baranie! W pierwszy wiosenny nów Księżyca przygotuj swoją Mapę Marzeń! Już 1 kwietnia nów w Baranie daje energię, by zacząć wszystko od nowa, wyznaczyć życiowe cele i marzenia do spełnienia. Do tego rytuału potrzebujesz tylko kartki papieru, pisaków i gazetowych wycinków. Zaplanuj swoje marzenia! Czytaj dalej >> Czym jest urok? W jaki sposób można go rzucić albo zdjąć? Takie pytania pojawiają się w tej materii najczęściej. Najprostsza definicja podaje: siła magiczna mogąca komuś lub czemuś szkodzić. Wiara w moc uroków jest niezależna od czasów, kręgu kulturowego, czy tego, w jaki system religijny ludzie wierzyli. Tak samo o zauroczenie dziecka bała się matka z Afryki, Ameryki Północnej, Południowej, Europy, Oceanii czy któregokolwiek zakątka globu. Dlaczego tak bardzo bano się uroku rzucanego na dziecko, że w wielu społecznościach w pierwszym miesiącu nie dopuszczano do noworodka (i jego mamy) nikogo obcego? Obecnie uważa się (a przodkowie nasi pewnie jakoś szóstym zmysłem to wyczuwali),że aura energetyczna niemowlęcia jest słaba, przepuszczalna i bezbronna, tak jak i jej maleńki posiadacz. Dlatego też atak energetyczny w formie uroku jest łatwiejszy do przeprowadzenia i bardziej dokuczliwy dla małego człowieczka. Najczęściej o rzucanie uroku posądzano lokalne starsze, samotne kobiety, znachorki, zaklinaczki, wiedźmy. Słowem – kogoś żyjącego na obrzeżach lub wręcz poza lokalną społecznością (dosłownie i w przenośni). Jeśli takowych w otoczeniu nie było, lub pojawiały się rzadko, podejrzenie mogło paść na zazdrosną sąsiadkę. Zauroczyć można było dziecko w kołysce, inwentarz w stodole, krowy, co by mleka nie dawały lub z tajemniczej choroby nagle pozdychały, można było z zazdrości przekląć ziemię, co by nie dawała czasach i miejscach, gdzie człowiek w dużej mierze zależał od tego, co zrodzi ziemia i zwierzęta, które miał pod opieką, kwestia oskarżenia o rzucanie uroków była traktowana bardzo poważnie. Oskarżenie o działanie na czyjąś szkodę mogło być sprawą na wagę życia lub śmierci znachorki czy zamawiającej – nie raz i nie dwa kobiety oskarżane o takie praktyki kończyły na stosie jako czarownice. Tak jak było zasygnalizowane, czary i uroki były zagadnieniami jak najbardziej niezależnymi i międzynarodowymi. Nie imał się ich ani czas, ani przestrzeń, a bali się ich wszyscy, nieważne, bogaci, czy biedni. Choć biedni często mogli jedynie złorzeczyć, że taki, a nie inny los ich spotkał. Jak się okazuje, na Kresach takie zwykłe przypadki zaczarowania kogoś dzieliły się jeszcze na uroki – rzucone niechcący, mimochodem, i tzw. próby, czyli zły czar zafundowany komuś z premedytacją. Aby sprawdzić, czy ktoś uskarżający się na gorsze samopoczucie i/lub ciągłego pecha rzeczywiście mógł zostać „poczęstowany” złą energią, należało odprawić mały rytuał, polegający na wrzuceniu świeżo zgaszonej zapałki do szklanki z wodą, odliczając w ten sposób dziesięć zapałek. Jeśli utrzymały się na wodzie, znaczyło to, że osoba nie jest pod wpływem uroku. Trzeba przyznać, że uroki dorosłe dotyczą zwykle szczęścia (lub jego braku) w miłości, interesach, i kwestiach finansowych. W tych też sprawach ludzie szczególnie zainteresowani są skłonni przynaglić nieco los, by im sprzyjał. Co do skuteczności – większość z internetowych specjalistów od uroków zajmuje się tez innymi technikami wróżebnymi, np. tarotem, regularnie wróży, jakoś udziela się medialnie. Zamówiony rytuał miłosny daje cień szansy na odzyskanie ukochanej osoby. Zazwyczaj prowadzą oni również coś w rodzaju księgi podziękowań od zadowolonych klientów. To ma przekonać zainteresowanych, że warto wziąć udział w takim magicznym rytuale. Dorośli proszą o powodzenie w życiu towarzyskim, miłosnym, w biznesie. A są jeszcze małe, szeptuńskie zaklęcia dotyczące naszych milusińskich, czyli niemowląt i dzieci. U nich zdejmowanie uroku związane będzie zapewne z ustąpieniem nocnych napadów płaczu, bólu brzuszka, kolki, bolesnego ząbkowania, stanów podgorączkowych i innych „wredotek”, uprzykrzających życie bobasom i ich najbliższym. Oczywiście, mogą przytrafić się i złe życzenia, niosące ze sobą chorobę dziecka, wtedy pomocna będzie konwencjonalna i niekonwencjonalna medycyna. Do popularnych kresowych metod na uroki i poroby rzucone na dziecko należały: lanie wosku u szeptunki albo modlitwa w cerkwi. Znana też była praktyka obmycia niemowlaka w wodzie nabranej w 3 różnych miejscach (rzeka, jezioro, staw) i odmówienie modlitwy do pogańskiego, słowiańskiego boga Dażboga. Po kąpieli dziecko należało osuszyć, a wodę wylać na podwórzu przez lewe ramię. Na złośliwie rzucony urok pomagać miało także noszenie na prawej ręce czegoś jasnego i jaskrawego (miało „odwracać uwagę” od serca), czy wkładanie pod koszulę lusterka (aby odbijało złe spojrzenie, zanim serca dosięgnie). Wreszcie – odczynianie uroku przez noszenie na przegubie czerwonej nitki. Przyjęło się wierzenie, że taka bransoletka w kolorze krwi (a więc i życia) skutecznie chroni przed urokiem i tzw. złym okiem. Na zachodzie taka ozdoba jest kojarzona z sympatyzowaniem z centrami kabały. Ale i w małych społecznościach uchował się zwyczaj zawiązywania niemowlęciu czerwonej nitki na rączce, co by chroniła je przed złymi energiami. Oto historia z życia wzięta: „(…) Ciągle chodziłam jak zakręcona, bolała mnie głowa, brzuch i nudności. Do tego doszły takie chwiejne sprawy emocjonalne. Lekarz stwierdził że to rozdrażnienie i dał jakieś placebo. Bóle nie przechodziły. wróciłam do domu. Jak się okazało identyczne objawy miał również mój brat! Od słowa do słowa, przypomnieliśmy sobie jak pół roku wcześniej jakaś cyganka darła się na nas na Jasnej Górze. Opowiedzieliśmy o tej historii kuzynowi radiestecie. Ten nas sprawdził i powiedział, że w okół Nas jest jakaś zła energia, lecz On nie potrafi tego usunąć i dał namiary na tego Jana. Jako, że go znał umówieni byliśmy już po 3 tygodniach. Od tamtego czasu i zdjęciu klątwy, jesteśmy cali i zdrowi. Nawet jego słowa, że będę miała troje dzieci w tym pierwsze dziewczynki na przestrzeni pięciu lat się sprawdziło.” Co profesjonalnej ochrony przed czyjąś złą wolą, osoby szczególnie zainteresowane z pewnością znajdą taką metodę, dzięki której poczują się bezpieczniej i swobodniej. Być może ktoś może chcieć na odległość zepsuć nam plany lub samopoczucie, ale dobrze wiedzieć, że w razie czego nie zostaniemy z tym sami Są tacy, co umieją nas przed tym ochronić. Płaczące po nocach dziecko, które nie śpi i nie daje spać innym... Która matka tego nie przeżyła? Problem ten istniał od zawsze i zmieniały się jedynie sposoby radzenia sobie z nim. Ludowe praktyki przedstawiają szeroką gamę możliwości. Jak podają źródła etnograficzne najprostszą, aczkolwiek niestety czasem tragiczną w skutkach, metodą uśpienia dziecka było podawanie mu maku. Opinie takie funkcjonują na wsi polskiej i dziś. Nie dalej jak jesienią ubiegłego roku jedna z mieszkanek Krasnobrodu opowiadała: Przemyślali ludzie. Dawniej był [taki] smoczek. Szmate, troszke cukru. Zawiązało się i do buzi się dziecku dawało i ono ssało i spokojne było. A jak że nie chciało naprawde tam mocno spać, to ja nie wiem, ja tego nie robiłam. Ale tak, jak opowiadali, że to mak dawali [Bogumiła Maruszek, Krasnobród] Inną możliwością było okadzanie dziecka ziołami z domieszką pajęczyn z czterech rogów izby lub zamówienie rzuconego na dziecko odczynianieWłaśnie urok uważano za najczęstszą przyczynę braku snu dzieci. Wierzono, że mogła go rzucić na dziecko osoba posiadająca "uroczne" oczy. Aby do tego nie doszło zawiązywano dziecku na rączce lub przy kołysce czerwoną wstążeczkę. Jednak, gdy to nie pomogło, dziecko nie mogło spać, bardzo głośno płakało, nie jadło, było niespokojne, miało słone czoło, gorączkę, konwulsje, trzeba było urok stosowano przelewanie jajka. Jajko należało przelewać nad szklanką do połowy napełnioną wodą. Białko formowało się w kształt, który pokazywał, przez kogo dziecko jest przestraszone: wiatr, psa, człowieka. Następnie szklankę stawiało się na oknie na trzy doby. Niektórzy wylewali tę wodę na rozstajne drogi ze względu na ich mediacyjny charakter. Zabiegu najlepiej było dokonywać przed zachodem słońca, póki światło nie zostało pokonane przez ciemność. Miało to zapewnić powodzenie. Istniała też możliwość przelewania jajka do trzech szklanek, kolejno nad głową, brzuszkiem i stopami dziecka, aby wyeliminować wszystkie możliwe przyczyny dolegliwości. Innym sposobem pozbywania się uroku było przeciąganie dziecka przez nogawkę spodni, które należały do najstarszego mężczyzny w Matka natomiast mogła przełożyć dziecko przez swoją suknię ślubną, obmyć mu główkę wodą święconą i wytrzeć czoło welonem ślubnym albo zlizać urok z czoła. Pomocne było też najstarsze dziecko, które miało przełożyć płaczącego braciszka lub siostrę trzykrotnie pod nogą, ewentualnie dmuchać nań trzy razy, by urok zdmuchnąć. Poza tym można było nad dzieckiem spalać len; spluwać trzykrotnie przez lewę ramię; złościć się głośno na osobę; która zadała urok, zmyć urok wodą przyniesioną z rzeki, koniecznie rano, jeszcze przed śpiewem ptaków. Jeszcze innym skutecznym sposobem miało być przyciskanie dziecka kolanem do progu i rozdzieranie na nim koszulki, którą następnie należało wynieść na rozstajne Duszy uwalnianieWierzono także w istnienie istot demonicznych, które mogły odebrać sen dziecku lub, co gorsza, podmienić matce dziecko na swoje własne. Najbardziej zagrożone "podmianą" było dziecko jeszcze nieochrzczone. Taki odmieniec płakał, nie spał, był blady, chudy, nie chciał jeść, mógł być też złośliwy. Po tych objawach matka rozpoznawała, że nie jest to jej dziecko. Zorientowawszy się powinna jak najszybciej położyć dziecko na kupie śmieci lub gnoju i okładać je kijami czy nową miotłą. Demonka usłyszawszy płacz swojego dziecka ma przybiec i zwrócić matce jej własne dziecko, byle tylko odebrać mogły powodować "małe, złośliwe demonki" nazywane na Rzeszowszczyźnie Murysiami. Oto tekst zamówienia wygłaszanego przy dziecięcej kołysce, który odnotował Kotula:Murysiu, umyj się!Masz wodę na misiu [na misce],Mów pacierz klęczący,Nie jadaj Murysie to, jak można przypuszczać zmory4. Wypowiedzenie słów zamówienia, postawienie miseczki z wodą święconą miało unieszkodliwić Murysie i zmusić je, by oddały sen dziecku. Inną przyczyną dziecięcej bezsenności miał być szkodliwy wpływ księżyca. Do dziś matki szczelnie zasłaniają okna, by księżyc, szczególnie gdy jest w pełni, nie przeszedł przez twarz dziecka. Skutkiem tego miało być bowiem to, że stawało się ono niespokojne, lunatykowało, nie spało, płakało po nocach. Czasem dolegliwości te ustępowały wraz z ochrzczeniem dziecka. Można było także odbić stópki dziecka w popiele, a następnie pozwolić, aby księżyc przeszedł przez to odbicie i zabrał swoją magnezję. Oto dokładny opis takiego zabiegu, opowiedziany przez pewną starszą panią z Krasnobrodu: No, odratuje to, ale to trzeba umieć i wiedzieć o tym, że dziecko maleńkie wziąć do tego popiołu. Tylko musi być popiół z drzewa, nie z węgla. I ten popiół rozsypuje się na taką... no, przeważnie trzeba, żeby to blaszka była. I rozsypać ten popiół i późnij to dziecko... to to nieraz dziecko przejdzie księżyc... co ma trzy lata, co ma dwa lata, półtora roku... i trzeba te nóżki, stopki tak oo jedne i drugie stopkę położyć w taki mierze, żeby oni byli razem te stopki. Razem rączki ma i to wszystko. No, to tutaj te stopki dwa położyć dwie i odcisnąć te stopki i do góry podchwycić dziecko, podchwycić dziecko do góry a te stopki się malutkie tutaj zostaje na tym popiele. Wtedy nie wolno tego popiołu zruszyć, tylko trzeba wziąć... ale ja nie wiem... tam były... tam, gdzie było to robione to takie, jak w domu są takie... ooo takie, rozumie pani, węgły, i tu jeszcze do góry, jeszcze do góry, jeszcze do góry... to takie jeszcze bywają po wsiach takie węgły. I na tych węgłach trzeba by było umieścić jakoś tam blaszkę. No może ona na tym węgle się nie zmieści, ale jakoś umieścić, przywiązać do tego węgła drugiego, bo to zwali wiater, nie? I już z tego nic nie będzie. I jak ten księżyc będzie świecił, to te stopki przejdzie i on zabierze te swoje te... jako to... magnezję. No, coś on ma, taka magnezję, nie? Bo słońce to ma inne, a księżyc ma inne. I późni po chwili to dziecko przestaje łazić po tym łóżeczku i jest dobre, jest zgodne życie i wszystkiego i ono nikomu już źle nie robi.[kobieta, brak danych, ur. 1934]Zgubione spanieJeśli przyczyna bezsenności nie była znana, można było szukać zgubionego "spania". Matka lub najstarsza córka brała drewienka i chodząc po izbie, zeskrobywała w każdym kącie trochę wapna do sitka lub do podołka. Mogła też wykonywać symboliczny gest łapania czegoś niewidzialnego. Podczas tej czynności mówiła: Kątku! Kątku! Przywróć spanie mojemu dzieciątku! lub: Kto tam puko? Dziecko spanio szuko!5 Następnie szła do kołyski i wrzucała złapany w ten sposób sen do znowu mogło okazać się starsze dziecko. Zawiązywano mu oczy i kazano szukać w ciemno "snu", który ktoś zabrał. Dziecko wyciągało ręce i na pytanie: Czego szukasz?, odpowiadało: Szukam spania, ażeby brat (siostra)/ spał do jutra, do Trzeba było się dużo napracować, żeby przywrócić dziecku sen. Zdarzało się, że i dla matki i dla dziecka praktyki prowadzące do osiągnięcia spokoju i pożądanej atmosfery były dużym wyrzeczeniem i nie sprawiały bynajmniej przyjemności Jakże szczęśliwa matka, której pociecha zasypiała po wysłuchaniu kołysanki: Śpij dziecino, moja mała,/ zaśnij, zaśnij już / ja cię będę kołysała, / a ty oczęta swe zmróż, / ja cię będę kołysała, / a ty oczęta swe zmróż Przypisy:1 Zapewne ze względu na przypisywaną starcom cechę mediacyjności spodnie najstarszego w rodzinie mężczyzny nabywały cech magicznych. (Więcej na ten temat zob. Piotr Kowalski, Leksykon Znaki świata. Omen, przesąd, znaczenie, PWN Warszawa, Wrocław 1998.)2Różne przedmioty po wykorzystaniu podczas zabiegów magicznych stawały się "nieczyste", w związku z czym mogły zagrażać przestrzeni domowej, niezwiązanej z sacrum, dlatego wynoszono je na rozstajne drogi ze względu na charakter mediacyjny Kotula Franciszek, Przeciw urokom. Wierzenia i obrzędy u Podgórzan, Rzeszowiaków i Lasowiaków, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa Bogdan Baranowski podaje jako nazwy równorzędne: zmora, mora, mara, mura, morawa. (Baranowski Bogdan, W kręgu upiorów i wilkołaków, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź Kotula Franciszek, Przeciw urokom. Wierzenia i obrzędy u Podgórzan, Rzeszowiaków i Lasowiaków, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa Zob. ibidem Skrót artykułu: Płaczące po nocach dziecko, które nie śpi i nie daje spać innym... Która matka tego nie przeżyła? Problem ten istniał od zawsze i zmieniały się jedynie sposoby radzenia sobie z nim. Ludowe praktyki przedstawiają szeroką gamę możliwości. Jak podają źródła etnograficzne najprostszą, aczkolwiek niestety czasem tragiczną w skutkach, metodą uśpienia dziecka było podawanie mu maku. Opinie takie funkcjonują na wsi polskiej i dziś. Nie dalej jak jesienią ubiegłego roku jedna z mieszkanek Krasnobrodu opowiadała: Przemyślali ludzie. Dawniej był [taki] smoczek. Szmate, troszke cukru. Zawiązało się i do buzi się dziecku dawało i ono ssało i spokojne było. A jak że nie chciało naprawde tam mocno spać, to ja nie wiem, ja tego nie robiłam. Ale tak, jak opowiadali, że to mak dawali [Bogumiła Maruszek, Krasnobród] Inną możliwością było okadzanie dziecka ziołami z domieszką pajęczyn z czterech rogów izby lub zamówienie rzuconego na dziecko uroku.

rzucony urok na dziecko objawy